Wielkanoc w okopach.

Wspomnienia Wielkanocy.

Kwiecień 1915 roku, pamiętnik wojenny, autora Władysława Kijowskiego, inspektora policji w Gorlicach. Tak opisuje świąteczne zawieszenie broni:

„Święta Wielkanocne dnia 4 kwietnia 1915 r. były dość spokojne (…) Austryacy i moskale poustawiali w okopach białe flagi i przez cały dzień nie strzelali. Moskale i Austryacy odwiedzali się nawzajem w okopach, widziałem jak gromadnie jedni do drugich przechodzili. Manafiej był także w gościnie u Austryaków chwalił się, że pił tam dobre wino, że oficerowie autr. elegancko wyglądają, są bardzo grzeczni i inteligentni.”


Friedrich Kohn oficer medyczny w węgierskim pułku w Galicji.
Wydarzenia Wielkanocy 1916:

„Zima 1915-16 roku była bardzo ciężka, a kiedy dołączyłem do mojego pułku pod koniec lutego, kraj pokryty był śniegiem. Żadne działania wojskowe nie były możliwe […] Rozlała się odwilż i nie było nawet pojedynków artyleryjskich między armiami. Potem nagle w Niedzielę Wielkanocną, około godziny 5 rano, około 20 Rosjan wyszło z okopów, machając białymi flagami, nie mając broni, ale kosze i butelki. Jeden z nich przyszedł dość blisko i jeden z naszych żołnierzy wyszedł na spotkanie, zapytał, czego chce. Odpowiedział, czy nie zgodzilibyśmy się zatrzymać wojny na dzień lub dwa, a biorąc pod uwagę Wielkanoc, spotkajmy się i zjedzmy posiłek. Powiedziano mu, że najpierw musimy zapytać dowództwo, czy takie spotkanie będzie możliwe. Dowódca dywizji odmówił zgody. Niemniej jednak o godzinie 12, Rosjanie wyszli z okopów i przyszli z wojskową orkiestrą, przynieśli kosze z jedzeniem, wina i wódki, a my wyszliśmy i zjedliśmy posiłek z nimi . Mieliśmy również jedzenie i wino. Podczas spotkania obie strony zdawały się być zawstydzone, ale wszyscy byli uprzejmi wobec siebie. Po kilku godzinach wszyscy poszliśmy spokojnie z powrotem do naszych okopów. Rozmawiałem z pułkownikiem, który mówił doskonale po niemiecku i powiedział mi, że kilka lat mieszkał w Wiedniu. Kiedy zapytałem, dlaczego zawsze strzelał do punktu pierwszej pomocy, powiedział mi, że wiedział dokładnie, gdzie to jest i obiecał zostawić mnie w spokoju. Powiedział, że wystrzeli rakietę, jeśli będzie musiał odejść. Przez następnych czternaście dni był spokój. Potem wysłał mi rakietę, przekazując sygnał, że jego jednostka wyjeżdża.”


Okopy nad Bzurą, podporucznik Wolfien – listy do żony Marii i dzieci Susemieke i Otta:

41 list z 2 kwietnia 1915 r., Wielki Piątek, Gawłów Polska.
Zbliża się okres Wielkanocy 1915 r., którą podobnie jak Boże Narodzenie 1914 r. , przyjdzie wielu ludziom spędzić w okopach pod Sochaczewem…

Moja kochana Myszko!

Dzisiaj jest dosyć spokojnie po drugiej stronie. Mamy naprzeciwko widocznie już nie tylko dobrego, lecz bardzo dobrego wroga. A może wiedzą, że mamy teraz dni świąteczne? Być może liczą na wzajemność podczas nadchodzącego rosyjskiego święta Wielkiej Nocy, które oni przecież o wiele uroczyściej obchodzą niż my. Nawet sam „pilny Max” musiał chyba owinąć lufę fiołkami. Tak moi ludzie nazywają szczególnie lubującego się w strzelaniu Syberyjczyka, który strzela dokładnie w momencie, gdy z naszego okopu tylko wychyli się czubek hełmu. Ich artyleria strzela ciągle niewypałami, a czasem wybuchającymi pociskami, do na prawo od nas położonego parku Gawłowa i przeszkadza dobremu Papie Daum w jego porannych spacerach. Poza tym panuje prawdziwie świąteczna atmosfera. Słońce dopiero teraz wychyla się zza chmur; a gdy dzisiaj po południu posłodzę moją czarną kawę z mlekiem skondensowanym, będę mógł prawdopodobnie w spokoju pomyśleć nad tym, jak w umiarkowanym biegu historii świata mógłbym zamiast w Polsce, siedzieć w Emden na Finkenbusch i przysłuchiwać się dźwiękowi dzwonów kościelnych. Pokojowa atmosfera potrwa tu prawdopodobnie jeszcze jakiś czas. W armii w północnej Polsce i w 6. Dywizji na lewo od nas pojawiają się mianowicie liczni rosyjscy dezerterzy, nawet z syberyjskich pułków strzeleckich, z wyjaśnieniem, że mają już wszystkiego dosyć i nie będą więcej strzelać. Niektórzy z nas mieli podobnie; a może właśnie ta znikoma chęć do strzelania mniej ze świąt wynika, a bardziej z przesytu wojną.(…)
W każdym razie ze względu na tych licznych zbiegów obowiązujący od trzech miesięcy zakaz zawierania przymierzy okopowych został wczoraj zniesiony.
(…)
Na obiad natomiast pojawił się Bockelmann z niespodzianką. Został oficerem menażu kompanii, jedzenie i picie są pod jego osobistą kontrolą. Najpierw w Wielki Czwartek zaskoczył nas wspaniałą pieczenią baranią; a teraz zgadnij, co przyniósł nam w Wielki Piątek. Prawdziwy grzbiet zająca, który wspaniale smakował, mimo że ów zając zaledwie przed południem został ustrzelony, a pieczeń została przyrządzona z masłem, nie w sosie śmietanowym.(…)
(…)W Sobotę i Niedzielę Wielkanocną mieliśmy piękna pogodę. Szczególnie niedzielny poranek był przejrzysty i ciepły. Również u nas zaczyna się pojawiać pierwsza, świeża zieleń. A w niedzielę wieczorem, o czasie, gdy u Was zapłonęły ogniska wielkanocne, wynieśliśmy się znowu z okopów na nasze pozycje rezerwy (…)
Rosjanie, jak zwykle w ostatnim czasie byli pokojowi i tylko gdzieniegdzie świszczało nam koło uszu.(…)

8.kwietnia 1915r., Gawłów  Polska

Kochana Susemieke!
Gdy ojciec Twój jechał ostatnio konno przez pole, spotkał zajączka wielkanocnego, którego dobry wujek Sosiński jeszcze nie zastrzelił i zajączek ten miał paczkę, a w środku było dużo jajek wielkanocnych, i powiedział: przybywa prosto z Hundisburga od panienki Putti i pana Wolfiena, żeby oddać jajka podporucznikowi Wolfienowi. Tata na to odpowiedział: to jestem ja, Panie Zającu, bardzo serdecznie dziękuję. Proszę przesłać ode mnie ukłony. Czy zajączek już był u was? Miał Ci także złożyć życzenia z okazji urodzin: a ponieważ może o tym zapomniał, tata lepiej napisze i pogratuluje Ci tą kartką. Właściwie tata chciał Ci znowu wysłać taką piękną kartę z kory brzozowej jak na Wielkanoc. Jednak nie mógł tego zrobić. Ponieważ, gdyby jego żołnierze odcięli korę, biedne drzewa by z tego powodu zmarły, musiał im więc zabronić. A jego dobosz Strehmel powiedział, że też nie może dla taty zrobić żadnej kartki. Świętuj wesoło z Ottonem, Twoją kochaną mamą, dobrymi dziadkami i grzeczną ciotką! Gdy nadejdzie pokój, tata przywiezie Ci swojego Fipsa. Tymczasem potrzebuje go, żeby łapał myszy, które w nocy biegają po izbie i po stole. Fips właśnie słyszy, że masz urodziny, on także przesyła Ci najlepsze życzenia.

Twój Tata

Otto Wolfien poległ 9 kwietnia 1915 r. Zabił go ręczny granat rosyjski wrzucony do jego okopu.


Michał Tadeusz Brzęk-Osiński  – „Ze wspomnień legionisty i piłsudczyka 1905−1939”:

„Właśnie zbliżały się święta wielkanocne, więc intendentura pułkowa zdobyła wieprzka i przygotowała smakowite wędliny na świąteczny stół oficerski. Aż tu katastrofa − większość kiełbas tajemniczo zniknęła. Podejrzewano, że to sprawka Jamroza, znanego z lepkich rąk. Ale wściekły Belina odsunął podejrzenia przypomnieniem, że Jamroz siedzi w areszcie. Tego dnia obowiązki inspekcyjnego pełnił Kazio Jurgilewicz, który skontrolował jednak areszt.Jamroz zameldował się przepisowo, ale Kazia uderzyło to, że ma on twarz powaloną sadzami. Zarządził więc rewizję. Faktycznie, pod kocem znalazły się resztki kiełbas! Jak się okazało, Jamroz nie wytrzymał, gdy poczuł ulubiony zapach wędzenia, nocą wylazł przez komin pieca chlebowego, który był w areszcie, i dokonał spustoszenia w spiżarni. Belina zapowiedział mu wyrzucenie z pułku, scholerował od ostatnich i dołożył tydzień aresztu. Kiełbas to jednak nie wróciło”.

Na polu obok dworu ustawia się Brygada pod dowództwem ppłk. Sosnkowskiego, jak zawsze bez dystynkcji na kołnierzu, ale z orderem Żelaznej Korony. (…)  Orkiestra zagrała: „Boże wspieraj” Ppłk. Sosnkowski zdobytą szablą zameldował po polsku, a minister otoczony generałami i sztabem przeszedł front pułków piechoty i szwadron ułanów”. Po dekoracji odznaczonych żołnierzy „minister z całą świtą ustawił się na oznaczonym miejscu i przy dźwiękach kapeli ppłk. Sosnkowski poprowadził defiladę. Bataliony przemaszerowały bez najmniejszego zarzutu, tak że całość wypadła doskonale. I Brygada ma obecnie świetnie wymusztrowanych żołnierzy, czego dawniej je trochę brakowało, a że ma już wyrobioną reputacje bojową, to obecnie i na tyłach będzie bez zarzutu. (…) Minister wyraził swoje uznanie generałowi Puchalskiemu i ppłk. Sosnkowskiemu po defiladzie i przy pożegnaniu”.
Niech będzie ten jeden dzień – skomentował uroczystość Składkowski-według austriackiej organizacji! Możemy się poświęcić. (…) Wszystko odbyło się ładnie i sprawnie (…), niech dziady wiedzą, z kim mają do czynienia”.


August Krasicki. Wspomnienie Legionisty Wielkanocy 1916

W nocy padał deszcz, ale około 6-ej się rozpogodziło i o 6-ej rozpoczęła się rezurekcja w kaplicy legionowej. Przy zwykłym ceremoniale z procesją, śpiewem „Wesoły nam dzień dziś nastał”,  z asystą wojska spod znaku Orła Białego, wesoło nas to nastrajało, zwłaszcza, że odbywa się to w diecezji łucko-żytomierskiej”.


W tydzień po świętach, według wspomnień Sławoja Składkowskiego „żadnych pogawędek z Moskalami już nie ma. Przyjacielskie nastroje gdzieś diabli wzięli”. 
Wróciła wojenna codzienność.


źródła wybrane min.

M. Brzęk-Osiński – Ze wspomnień legionisty i piłsudczyka 1905-1930
W. Solek – Pamiętnik legionisty
A. Krasicki – Dziennik z kampanii rosyjskiej 1914-1916
Sławoj Składkowski – Moja służba w Brygadzie
Wspomnienia legionowe. Materiały z dziejów walki o niepodległość