Sztyletnicy

„Gmach – zajął się ogniem, przygasł znów,

Zapłonął znów – i oto – pod ścianę –

Widzę czoła ożałobionych wdów

Kolbami pchane –

I znów widzę, acz dymem oślepian,

Jak przez ganku kolumny

Sprzęt podobny do trumny

Wydźwigają… runął… runął – Twój fortepian!

 (…) Jękły – głuche kamienie – 

Ideał – sięgnął bruku”.

Cyprian Ksawery Gerard Walenty Norwid herbu Topór

fragment utworu Fortepian Szopena 
ze zbioru Vade-Mecum


Wydaje się, że o powstaniu styczniowym napisano już prawie wszystko. Jednakże wciąż pozostają do opowiedzenia historie mało znane, o których niełatwo jest wspominać w sposób bezkrytyczny. Budziły one bowiem dylematy etyczne i kontrowersje dotyczące formy walki narodowowyzwoleńczej zarówno w czasach styczniowego zrywu narodowego w roku 1863, jak i w dniu dzisiejszym.

Aktów przemocy, skrytobójstw, zamachów możemy doszukać się niemal w każdej epoce dziejów naszego kraju. Jednak wojna, walki powstańcze i utrzymujący się stan wojenny na ziemiach polskich w XIX w. nam współczesnym wydają się wygładzone poprzez tragiczne w swej wymowie, lecz jakże piękne obrazy Artura Grottgera, Aleksandra Sochaczewskiego, Józefa Chełmońskiego, Maksymiliana Gierymskiego czy Jacka Malczewskiego. Dzieła literackie przybliżające tamten okres, mimo że często przedstawiają dramat zarówno walki, jak i dokonywania trudnych wyborów, nie do końca odbrązawiają bohaterów „czasów pożogi”, podnosząc częstokwestię„polskiegoanielskiego romantyzmu” i nie niepokojąc duszy odbiorcy wspomnieniem o powstańcach-terrorystach. Taki przekaz mamy zarówno uStefana Żeromskiegow jegoWiernej rzece,Syzyfowych pracach czy Rozdziobią nas kruki, wrony oraz w Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, co tylko utwierdza w nas obraz podstawowych ikon najczystszego patriotyzmu. Lecz czy wojna totalna jest czysta?

Polacy pomimo kajdan i wznoszonych szubienic nigdy nie pogodzili się z utratą wolności. Nieprzerwanie trwająca okupacja, zamachy na wolność obywatelską czy szkolnictwo narodowe, konfiskaty majątków, likwidowanie polskich instytucji, więzienia i kary śmierci – wszystko to prowadzone przez lata powodowało narastanie w narodzie frustracji i buntu, a co za tym idzie zastosowania w obliczu przewagi wroga – wobec niemożności otwartego sprzeciwu – walki skrytobójczej. W Polsce tworzyły się więc organizacje bojowe działające poza ogólnie przyjętym – narzuconym – prawem. Wszak mówimy tu o czasach, gdy kraj nasz wciąż walczył o swoją utraconą państwowość. Okupanci – Rosjanie mówili o nich kindżałszcziki i wymawiali to słowo po cichu i ze strachem, bo sztyletnicy – Les schtiletniks – byli wszędzie i nigdzie.

W czerwcu 1862 r. zawiązał się w Królestwie Polskim konspiracyjny Komitet Centralny Narodowy, który 22 stycznia 1863 r. z chwilą proklamowania wybuchu powstania przekształcił się w Tymczasowy Rząd Narodowy. Po upadku dyktatury Mariana Langiewicza w kwietniu 1863 r. Komitet został opanowany przez frakcję Białych, a od 10 maja nazywał się już oficjalnie Rządem Narodowym. Tworzące się państwo podziemne siłą rzeczy musiało mieć m.in. własną policję narodową, a w jej ramach żandarmerię, która miała stanowić straż przyboczną rządu. Składała się ona z sekcji żandarmerii stałej oraz sekcji żandarmerii tajnej. Żandarmeria stała miała za zadanie ochronę własnych urzędników, ministrów oraz wyższych struktur sądowych, wojskowych i administracyjnych powstania. Częścią żandarmerii tajnej byli ludzie z V Oddziału, określani z racji ich uzbrojenia właśnie „sztyletnikami”. Nazywano ich też Strażą Bezpieczeństwa, czyli powstańczym kontrwywiadem, a także, przede wszystkim na prowincji, „żandarmami wieszającymi”.

Z fragmentów akt sądowych, przekazów i spisanych relacji oraz szczątkowo zachowanych dokumentów wnioskować możemy, że zadaniem żandarmów z V Oddziału polskiej żandarmerii podziemnej, poza ochroną władzy powstańczej, było wykonywanie wyroków sądu powstańczego, przekształconego w późniejszym okresie w Trybunał Rewolucyjny, na rosyjskich wysokich urzędnikach zarówno cywilnych, jak i wojskowych, szpiegach czy zdrajcach sprawy narodowej. O ile za małe, nieszkodzące poważnie sprawie Polski przewinienia wymierzano grzywnę lub chłostę, o tyle znaczne wykroczenia karano śmiercią. Sztyletnicy byli zatem egzekutorami. Zdarzało się również w początkowym okresie działalności, że ich poczynania były wykorzystywane jako element presji w samym powstańczym rządzie, w partyjnych rozgrywkach między frakcjami Białych i Czerwonych. Wykorzystywani byli również do zdobywania tajnych informacji dla Rządu Narodowego oraz funduszy: poprzez napady na banki, pociągi i urzędy czy przygotowywanie kontrabandy w celu przemytu broni dla powstańców.

Sztyletnicy z V Oddziału działali w największej tajemnicy, a ich struktury były zawikłane, tworząc konspirę w samej konspiracji. Ze względów bezpieczeństwa nie prowadzono żadnej dokumentacji, rejestrów czy archiwów. Rozkazy zawsze przekazywano ustnie. Ci zaś spośród nich, którzy zostali wytropieni i zatrzymani przez służby carskie, przyszłą Ochranę, milczeli do końca, mimo brutalnych śledztw zabierając powstańcze tajemnice do grobu.

Grupa została stworzona przez szefa Rządu Narodowego Ignacego Chmieleńskiego, nazywanego „małym Robespierre’em”, o którym inny działacz Komitetu Bronisław Szwarce powiedział, że „marzył tylko o sztyletowaniu, wieszaniu, o bombach i zamachach”. Organizacja sztyletników podzielona była na tzw. roty sieczne, które kierowały swe ostrze w stronę najwyższych sfer rosyjskiej elity rządzącej w Królestwie Kongresowym. Lecz również rosyjscy urzędnicy niższego szczebla, oficerowie, dostawcy zaopatrzenia dla armii cara, poborcy podatkowi, policjanci, szpiedzy czy konfidenci odpowiedzialni za prześladowania Polaków ginęli w wybuchach bomb i od strzałów z rewolwerów.

O ile z wykorzystaniem w akcji granatu czy bomby bywało różnie, o tyle sztylet, do ostatniej chwili prowadzony przez wytrenowaną, świadomą rękę, był zawsze niezawodny. Sztyletnicy wtapiali się w tłum, uderzając z zaskoczenia, doszli do perfekcji w sztuce kamuflażu, używając w swych akcjach uniformów urzędników i policjantów czy mundurów oficerów armii carskiej, a nawet kobiecych sukien. Obmyślając swe akcje, nigdy nie powtarzali dwa razy tego samego planu działania. Przeprowadzali zamachy w biały dzień, w centrum miasta, na ulicy, wchodząc do prywatnych mieszkań. Stanowiło to niejako wojnę psychologiczną. Równie sprawnie co ładunkami wybuchowymi, rewolwerem czy sztyletem posługiwali się słowem i wysyłanymi pogróżkami, zastraszając w ten sposób przeciwnika. Część z ich akcji zapewne tylko na tym polegała. Sztyletnik pojawiał się, ostrzegał delikwenta, np. przed dalszą współpracą z zaborcą, lecz nie zabijał. Taka wizyta często zupełnie wystarczała. Pomocnik namiestnika Konstantego gen. Jewgienij Rożnow wspominał, że „raz przysłano mu woreczek zawierający porąbane na drobno kości jednego z jego ajentów”.

Na prowincji, po wsiach i miasteczkach Królestwa sztyletnicy karali szubienicą carskich kolaborantów. Jedną z takich akcji opisał Walery Przyborowski w książce Dzieje 1863 roku. Zdarzyła się ona niedaleko Opoczna we wsi Lipie, gdzie kilku parobków wskazało carskim oddziałom trop partii powstańczej. W odwecie oddział pod dowództwem Konrada Błaszczyńskiego „otoczył nieszczęsną wieś, dostatnią i dobrze zabudowaną, spalono [ją] doszczętnie, a głównego winowajcę, Żyda, krawca z Białczewa, powieszono”. Według innej wersji, powieszeni zostali dwaj chłopi, a powstańcy spalili tylko cztery domy i oborę: „(…) egzekucya ta przykre na oddział wywarła wrażenie, tym przykrzejsze, że teraz młodzież szlachecka drugiego szwadronu po raz pierwszy się dowiedziała, że należy do żandarmów wieszających”.

W wyniku przeprowadzonych przez historyków badań najwięcej informacji udało się zebrać na temat warszawskich sztyletników. Szacunkowo organizacja ta liczyła od 200 do 250 bojowników – funkcjonariuszy i dowodzona była początkowo przez Pawła Landowskiego, a po jego rezygnacji i przejściu do partyzantki naczelnikiem V Oddziału został Emanuel Szafarczyk (Kamiński/Szafrańczyk). Nie sposób jednakże ustalić, ilu z nich faktycznie brało udział w akcjach bojowych i dokonywało zamachów. Z raportów rosyjskich wiemy, że w stolicy Kongresówki w latach 1862–1864 zostało przeprowadzonych około 47 zamachów, w których śmierć poniosły 24 osoby, zaś 23 raniono. Natomiast na terenach Królestwa Polskiego liczba ofiar sztyletników została oszacowana na ponad tysiąc osób.

Jednym z pierwszych zamachów dokonanych przez sztyletników była akcja z dnia 
27 czerwca 1862 r. (jeszcze przed powstaniem) przeprowadzona w Ogrodzie Saskim przez Andrija Opanasowycza Potebnię, rewolucjonistę i oficera armii rosyjskiej walczącego 
w powstaniu po stronie polskiej. Wyrok miał zostać wykonany na namiestniku Kongresówki Aleksandrze Nikołajewiczu von Lüdersie za znęcanie się w śledztwie nad zatrzymanymi członkami konspiracji. Strzały z rewolweru zostały oddane przez sztyletnika z tyłu, zza pleców ofiary i z bliskiej odległości. Potebnia prawdopodobnie celował w głowę, w potylicę Lüdersa. Wystrzelona kula trafiła jednakże w kark carskiego oficera. Gdy ten się przewrócił, zamachowiec odszedł z miejsca zdarzenia. Potebnia nie został ujęty, poległ w czasie bitwy pod Skałą 5 marca 1863 r. Von Lüders ciężko ranny przeżył zamach, jednak zaraz po wydarzeniu odwołany ze stanowiska namiestnika Królestwa powrócił do Petersburga. Na jego następcę car wyznaczył wielkiego księcia Rosji Konstantego Mikołajewicza Romanowa. 2 lipca 1862 r. na Dworcu Kolei Petersburskiej w Warszawie witali go tłumnie przedstawiciele władz rosyjskich jak i lud stolicy, wśród których znajdował się Ludwik Jaroszyński, z zawodu krawiec, współpracownik Jarosława Dąbrowskiego, pseud. „Żądło” vel „Łokietek”. Zamach miał zostać dokonany przez Jaroszyńskiego właśnie w chwili przyjazdu nowego namiestnika do Warszawy. Jednakże do niego nie doszło. Na ramieniu księcia Konstantego opierała się bowiem księżna Aleksandra będąca wówczas w stanie błogosławionym. Dzień później w trakcie spektaklu w Teatrze Wielkim Ludwikowi Jaroszyńskiemu rewolwer w dłoni już nie zadrżał. Oddał strzały w kierunku wielkiego księcia, jednak zamach nie powiódł się, gdyż kule rewolwerowe rykoszetowały od szlifów książęcego munduru.Tak opisywał ten incydent liberalny „Dziennik Poznański”, szeroko komentujący wydarzenia w Królestwie Polskim.

„O wpół do dziesiątej wieczorem, kiedy JC wysokość, w. ks. Konstanty Mikołajewicz, po ukończeniu drugiego aktu przedstawienia w Teatrze Wielkim, wyszedłszy z podjazdu wsiadał do powozu celem udania się do Pałacu Belwederskiego, jeden spośród stojących przy podjeździe kilku ludzi, po cywilnemu ubrany, jak się później okazało Ludwik Jaroszyński, wystąpił naprzód i zbliżywszy się do samego powozu, wyciągnął złożone ręce, jakby dla podania prośby, a tymczasem w tejże samej chwili dał wystrzał z rewolweru do JC wysokości. (…) Schwytali go i przyaresztowali”.

Konstanty Mikołajewicz przebywał w stolicy jeszcze przez rok, próbując przeprowadzić reformy mające zapobiec powstaniu. To właśnie wielki książę formalnie zatwierdził inicjatywę Wielopolskiego – brankę do armii. Przyszły car Aleksander III, widząc działania swego stryja w zbuntowanej prowincji, nazwał wielkiego księcia „niezdarnym Saszą”. W sierpniu 1863 r. Konstanty złożył rezygnację i został 31 października odwołany do Sankt Petersburga. Zamachowca zaś czekało ciężkie śledztwo na Pawiaku, więzienie w Cytadeli i proces. Jaroszyński został skazany wyrokiem Sądu Wojennego na karę śmierci. Wyrok wykonano 21 sierpnia 1862 r. w Warszawie na stokach Cytadeli.

Na hrabiego i wiceprezesa Rady Stanu Królestwa Kongresowego Aleksandra Wielopolskiego również został wydany przez sąd powstańczy wyrok śmierci. Dnia 7 sierpnia 1862 r. Ludwik Ryll pod bramą do Komisji Skarbu dokonał nieudanego zamachu na naczelnika rządu cywilnego Kongresówki. Tak opisywał to wydarzenie „Dziennik Poznański”:

„Dziś o godzinie trzy kwadranse przed trzecią do J.W. naczelnika rządu cywilnego, wysiadającego z powozu przy głównych schodach gmachu komisji rządowej przychodów i skarbu, strzelono z pistoletu. Sprawcę zamachu ujęto, J.W. naczelnik rządu cywilnego raniony nie został. Sprawcą zamachu przeciw naczelnikowi był Ludwik Ryll, litograf, mający lat dziewiętnaście, w szkołach nie był, czytać i pisać umie”.

Do kolejnego nieudanego zamachu na Wielopolskiego doszło 15 sierpnia 1862 r. Przeprowadzić go miał Jan Rzońca za pomocą sztyletu pokrytego strychniną, w czasie gdy margrabia Wielopolski wracał wieczorem bryczką do swego domu w Warszawie. Według relacji z „Dziennika Poznańskiego”:

„Dnia wczorajszego nastąpił nowy zamach na życie J.W. Naczelnika rządu cywilnego Królestwa. J.W. margrabia wyjechawszy wieczorem o zwykłej godzinie wraz z małżonką swoją otwartym powozem w Ujazdowskie Aleje, napadnięty został ok. 7 ½ przez człowieka, który wybiegł ku powozowi, trzymając oburącz wymierzony w margrabiego duży sztylet. Zanim dobiegł do powozu, stangret na koźle siedzący uderzył złoczyńcę biczem przez głowę. Tenże zachwiany (…) ujęty został. Nazwisko mordercy jest Jan Rzońca, robotnik w tejże samej litografii, co sprawca poprzedniego zamachu – Ryll”.

Po tych wydarzeniach naczelnik rządu cywilnego prawie nie wychodził z warszawskiego Pałacu Brühla. Po mieście poruszał się w zamkniętym, opancerzonym powozie, w asyście konnicy Czerkiesów. Jeszcze w lutym 1863 r. sztyletnicy próbowali otruć Wielopolskiego w jego pałacu za pomocą atropiny dodawanej do posiłków, ale bezskutecznie. Zamachowców, tak jak i Jaroszyńskiego, skazano na karę śmierci. Wyrok i samo stracenie bojowników miało charakter publiczny i miało zastraszyć Polaków podnoszących rękę na przedstawicieli cara. Wywołało jednak skutek odwrotny do zamierzonego. Już 8 listopada 1862 r. Władysław Kotkowski dokonał zamachu na Pawła Felknera, naczelnika tajnego wydziału kancelarii namiestnika, zajmującego się tropieniem polskich spiskowców. Felkner wchodząc wieczorem do bramy swego domu, został śmiertelnie przeszyty sztyletem. Zamachowcowi udało się uciec. Kotkowski wskutek branki został wcielony do armii rosyjskiej i przewieziony do Charkowa. Następnie w 1865 r. w wyniku dekonspiracji trafił do Cytadeli Warszawskiej i został skazany na 15 lat katorgi. Na zesłaniu brał udział w powstaniu zabajkalskim w roku 1866, za co został rozstrzelany w Irkucku.

Wyrok śmierci został również wykonany na współpracowniku margrabiego Wielopolskiego Józefie Aleksandrze Miniszewskim, publicyście „Dziennika Powszechnego”, powieściopisarzu i pamfleciście. Do zamachu doszło 2 maja 1863 r. za wydane artykuły szkalujące polskie postawy patriotyczne oraz donosy przekazywane policji na konspirację narodową. Miniszewski został zasztyletowany w swoim domu w Warszawie. Tak wspominał to wydarzenie rosyjski historyk:

„Rano dnia 2 maja zakradli się do galeryi oszklonej, a gdy Miniszewski wychodził w szlafroku i naturalnie bez broni, wypadli z ukrycia i zadali mu trzy śmiertelne rany w szyję, serce i piersi, tak że nie wydawszy najmniejszego okrzyku, jak piorunem rażony, runął na ziemię. Sztyletnicy najspokojniej zeszli z galeryi i napotkanemu w bramie policjantowi powiedzieli, by poszedł na górę, gdyż komuś tam zrobiło się słabo!”.

Latem 1863 r. w salonach Petersburga niosły się plotki dotyczące zmiany namiestnika Kongresówki. Na miejsce wielkiego księcia Konstantego powołany został Fiodor Fiodorowicz Berg (właściwie Friedrich Wilhelm Rembert von Berg), niemłody, bo 73-letni, ale energiczny i zdecydowany w działaniach na rzecz stłumienia powstania generał rosyjski, 
o którym mówiło się, że gdy będzie potrzebne wprowadzenie terroru i pacyfikacja nastrojów powstańczych na terenie Kongresówki, to car wyśle właśnie jego. I car wysłał.

Od początku budził on strach i swoisty podziw mieszkańców stolicy. Mówił stanowczo, mocnym, gromkim głosem i kategorycznie egzekwował swe polecenia. Ponura fraszka głosiła, że nakazał policjantom łapać warszawiaków, którzy nie ukłonili mu się na ulicy. Berg oczywiście stał się celem numer jeden dla sztyletników. Inicjatorem zamachu był wspomniany już Ignacy Chmieleński – „mały Robespierre”, który, co ciekawe, był synem generała-majora wojsk carskich. Stwierdził, że powstańcy potrzebują spektakularnego sukcesu, udanej akcji, która porwie lud stolicy do walki z okupantem. Tym sukcesem miał być zamach na nowego namiestnika Królestwa Fiodora Fiodorowicza Berga. Wywiad sztyletników z obserwacji Berga wyciągnął wnioski, z których wynikało, że prowadzi on niezwykle regularny tryb życia. Generał poruszając się po Warszawie wytwornym lando, jeździł ciągle tymi samymi ulicami i często o tych samych godzinach. Sytuacja ta otwierała wiele możliwości na przeprowadzenie zamachu, zaś schemat dnia Berga ułatwiał bojownikom zadanie. Szefem komanda mającego dokonać zamachu był Paweł Landowski pseud. „Kosa” lub „Bugajczyk”, naczelnik Żandarmerii Narodowej, a wspomagali go Włodzimierz Lempke,syn rosyjskiego generała, pseud. „Okularnik”,oraz Władysław Wnętowski, Stanisław Karwowski, Albert Kuhnke, Dominik i Feliks Krasuscy.Miejscem akcji było warszawskie skrzyżowanie Nowego Światu i Świętokrzyskiej, a za dogodną pozycję do ataku obrano Pałac Zamoyskich.

W praktyce budynek ten nie był typowym pałacem, rezydencją, a kamienicą czynszową (Nowy Świat 67/69) należącą do byłego prezesa Towarzystwa Rolniczego, hr. Andrzeja Zamoyskiego. Wieczorem 19 września 1863 r. pod Pałacem Zamoyskich pojawił się 
w obstawie kozaków powóz namiestnika Kongresówki, który o przewidzianej porze wracał wraz z adiutantem Wahlem z objazdu miasta na Zamek Królewski. W okolicach godziny 17 
z okien mieszkania nr 6 mieszczącego się na czwartym piętrze budynku w kierunku powozu zostały wyrzucone tzw. bomby Orsiniego z piorunianem rtęci, butelki wypełnione węglanem fosforu, aby zapewnić zasłonę dymną, oraz oddano kilka strzałów z garłacza nabitego siekańcami. Przestraszeni przechodnie rozbiegli się po ulicy, gdy rozległ się huk, a powóz zapłonął. Poparzone konie miotały bryczką, trzech rannych kozaków osunęło się na ziemię, 
z powozu podziurawionego kartaczami wytoczył się zakrwawiony sztabsrotmistrz Wahl, zaś sam Berg… wyszedł z zamachu bez szwanku, ucierpiał jedynie jego płaszcz. Po nieudanej akcji spiskowcom z Chmieleńskim na czele udało się zbiec. Paweł Landowski musiał opuścić Warszawę, został wyznaczony przez Rząd Narodowy na dowódcę oddziału żandarmerii 
na Podlasiu, gdzie został aresztowany i zesłany na Sybir, skąd udało mu się zbiec do Francji. Włodzimierz Lempke wyjechał do rodzinnego Kijowa, gdzie popełnił samobójstwo podczas rewizji.

Zaraz po zamachu na miejscu pojawiły się oddziały wojskowe pod dowództwem generała Pawła Iwanowicza Korffta, który według carskiego ukazu z lutego 1863 r. dotyczącego pacyfikacji miejsc buntu chciał zburzyć pałac, ostrzeliwując go z dział. Gdy został odwiedziony od tego barbarzyńskiego zamiaru przez innych oficerów rosyjskich, w jego głowie zrodził się inny szatański plan wzięcia odwetu. Otóż „wpadł na pomysł iście barbarzyński, mogący powstać w niemądrej i dzikiej głowie barona inflanckiego”. Dał kilku swym oddziałom piechoty rozkaz wejścia do domu i aresztowania prawie sześciuset mieszkańców kamienicy. Następnie: „Żołnierz rosyjski rzucił się wewnątrz obu nieszczęsnych domów i wszystko, co napotkał, niszczył, łamał, tłukł. Meble rąbano siekierami, wyrzucano je przez okna na ulicę… Leciały, niby grad, krzesła, stoły, szafy, brony, świeczniki, lampy, porcelana, zwierciadła, łóżka, obrazy, książki, pościel, ze straszliwym trzaskiem i dzikimi okrzykami barbarzyńskiej tłuszczy” – zapisał Walery Przyborowski. Kwatery plądrowano doszczętnie, rzeczy cenne rozkradano, a te, których nie dawało się wynieść, niszczono, rąbiąc toporami bądź wyrzucając przez okna, a następnie zebrano w wielki stos pod pomnikiem Kopernika i podpalono jeszcze tej samej nocy („aby uniknąć grabieży” sic!). Płomienie według świadków sięgały dzwonnicy kościoła św. Krzyża.

W ten sposób bezpowrotnie przepadło wiele dzieł kultury, jak przygotowane do wydania przez Tadeusza Lubomirskiego rękopisy historii Jana Długosza czy albumy z wpisami Adama Mickiewicza i Tomasza Zana. W mieszkaniu dziekana wydziału filologiczno-historycznego Szkoły Głównej, orientalisty Józefa Kowalewskiego zniszczono unikalne rękopisy tybetańskie, chińskie i mongolskie. Natomiast w pomieszczeniach zamieszkanych przez siostrę FryderykaChopina Izabellę z Chopinów Barcińską zostały zniszczone pamiątki po wielkim kompozytorze. Rozbito porcelanowy serwis – dar od króla Francji Ludwika Filipa, zniszczono bezcenną korespondencję pianisty, obrazy, meble, a przede wszystkim, co miało wręcz symboliczną wymowę opisującą całe tragiczne wydarzenie, wyrzucono przez okno fortepian należący niegdyś do mistrzaChopina.

Felicjan Faleński, polski poeta, dramatopisarz, prozaik i tłumacz, tak wspominał to wydarzenie:

„Oknami wyrzucono na ulicę wszystko, co tylko nie dało się na poczekaniu wziąć w kieszeń – samych fortepianów wyleciało tam kilkanaście – pomiędzy nimi ulubiony Szopena. Zarazem, z mieszkania pani Barcińskiej, siostry Szopena, całe muzeum zgromadzonych po nim pamiątek – jego portret pędzla Ary-Szeffera – dary od króla Filipa i różnych innych panujących i magnatów – sprzęty jego pracowni – moc rękopisów, listów i autografów. Również cała biblioteka oraz cenny zbiór wschodnich rękopisów słynnego orientalisty, profesora Szkoły Głównej, Józefa Kowalewskiego. Słowem, z całej mnogości sprzętów będących własnością kilkudziesięciu rodzin ów gmach zamieszkujących, niebawem utworzyło się rumowisko, rodzaj wału, wyżej pierwszego piętra równie od wnętrza domu jak i od ulicy. Z nadejściem nocy sprowadzono straż ogniową […], ułożywszy trzy olbrzymie stosy, takowe pozapalano – płomienie sięgały wyżej dachów”.

Żołnierze carscy jeszcze przez wiele dni sprzedawali za bezcen rozkradzione z kamienicy dobra. Odwet wzięty na niewinnych mieszkańcach domu Zamoyskich nie pozostał bez echa w Europie, krytykowano rząd carski za nadmierną brutalność działania. Tak wrześniowe wydarzenia roku 1863 w ich rocznicę relacjonował „Dziennik Poznański”:

„Rok blisko mija, jak po znanym zamachu na hr. Berga przejeżdżającego przez Nowy Świat w Warszawie, zniszczono z barbarzyńską dzikością pałace hr. Andrzeja Zamoyskiego i popędzono do cytadeli wszystkich mężczyzn, lokatorów tych obszernych gmachów”.

Działalność sztyletników czasem wymykała się spod kontroli Rządu Narodowego. Przykładem tego były dwa zamachy. Jeden z nich przeprowadzony został w Warszawie przy ul. Świętokrzyskiej, w domu Konstantego Wicherta i jego siostry. Rodzeństwo zostało skazane na karę chłosty za oddanie pieniędzy przeznaczonych na podatek narodowy władzom rosyjskim. Gdy w ich domu pojawili się żandarmi Państwa Podziemnego, ofiary zaczęły głośno wzywać pomocy. Wówczas sztyletnicy w obawie przed wpadką zamordowali nie tylko siostrę i brata, lecz także Bogu ducha winną służącą rodzeństwa. Kolejnym był zamach zorganizowany przez ostatniego naczelnika warszawskich sztyletników Emanuela Szafarczyka na Aleksandra Mirzę Tuhan-Baranowskiego, wysokiego oficera carskiej policji. Pomimo silnej obstawy i ochroniarzy otaczających dom zamachowiec znalazł się w jego mieszkaniu, zadając ofierze śmiertelny cios sztyletem. Jednak wskutek najprawdopodobniej nieprzewidzianej szamotaniny została ciężko raniona szablą żona Tuhan-Baranowskiego.

Emanuel Szafarczyk sam bardzo angażował się w akcje, choć osobiście wyroków nie wykonywał, ograniczając się do organizowania funduszy, broni i bojowców. Radził sobie jako przywódca, pomimo że w dzieciństwie stracił władzę w prawej ręce. Inne jego akcje to wykonanie wyroku na rosyjskim majorze Wasylu von Rothkirch oraz szpiegu Bertholdzie Hermaninie, który podczas pobytu w Krakowie natrafił na ślad Rządu Narodowego. W listopadzie 1863 r. Szafarczyk był inicjatorem zamachu na generała-policmajstra Trepowa, a w styczniu 1864 r. w Pałacu Namiestnikowskim doszło z jego inicjatywy do podpalenia schodów. Pomimo że obie te akcje były nieudane, rozwścieczyły władze carskie i był on szczególnie poszukiwany przez carską policję. Wpadł we wrześniu 1864 r. wskutek donosu swojego kolegi Feliksa Wiśniewskiego, który potrzebował koncesji carskiej na prowadzenie gospody. Zabrany z ulicy, gdy jechał dorożką, tak w grypsach wynoszonych przez jego matkę ze swojej celi opisywał zajście: „Dałem w mordę oficerowi, dozorcy, lecz obaj nawiesili się jak pijawki w gardło i bronić się już nie mogłem, gdyż opadłem z sił (…)”. Po ciężkim śledztwie na Pawiaku, o którym pisał: „Twarz mi zapuchła jak bulwa, oczy sine, że patrzeć nie mogłem, przez kilka dni nic nie słyszałem – ból głowy nieustanny, po tych kontuzjach wzięli mnie na rózgi i co dzień przez 3 dni po 40 odbierałem”,Szafarczyka powieszono 17 lutego 1865 r. na stokach Cytadeli wraz z ostatnim powstańczym naczelnikiem Warszawy Aleksandrem Waszkowskim. Była to zarazem ostatnia publiczna egzekucja w stolicy czasów powstania styczniowego, w której stracił życie ostatni przywódca sztyletników. Co ciekawe, relacje świadków ostatnich chwil życia Szafarczyka nie są ze sobą zgodne. Jedni wspominali, że do końca zachowywał się dostojnie, inni, że… przeklinał powstańczy zryw.

Atak na Berga czy jeszcze późniejsze zamachy bojowców polskich skutkowały zaostrzeniem represji wobec całego społeczeństwa stolicy. Akcje odwetowe sił carskich skierowano na często niczemu niewinną ludność cywilną Warszawy. Zaczęto przeprowadzać publiczne egzekucje nie tylko schwytanych powstańców, lecz także cywilnych świadków wydarzeń, gdyż według rozporządzeń wszyscy świadkowie zamachów mieli odpowiadać tak jak sprawcy czynu. Już 30 września na pięciu placach miasta plutony egzekucyjne wykonały publiczne wyroki śmierci na rebeliantach. Nie było tygodnia, by nie budowano nowych szubienic w mieście i na prowincji. Wydano specjalne ustawy wprowadzające elementy odpowiedzialności zbiorowej. Przykładem był zamach na carskiego szpiega w Hotelu Europejskim. Gdy doszło do wykonania wyroku w imieniu Rządu Narodowego, cały gmach hotelu został spacyfikowany i zajęty na potrzeby armii.

Gdy władzę przekazano Romualdowi Trauguttowi (17 października 1863), który samodzielnie i w ukryciu kierował jeszcze ponad pół roku powstaniem, działalność sztyletników wskutek represji, braku członków oraz dowództwa powoli zaczęła wygasać.

Epizod tajnej formacji polskich zabójców wywarł wpływ na odradzającą się w XX w. Polskę, a terror w imię idei nie skończył się dla Polaków wraz z odejściem sztyletników. Antoni Berezowski w 1867 r. strzelał bezskutecznie do cara Aleksandra II. W 1879 r. trzy razy próbowano wysadzić carski pociąg. Rok później bomba zniszczyła całe skrzydło Pałacu Zimowego, ale cara akurat w nim nie było. W końcu w 1881 r. inny Polak Ignacy Hryniewiecki dokonał śmiertelnego zamachu na Aleksandra II Nikołajewicza(to ten, który w 1867 r. sprzedał Alaskę Stanom Zjednoczonym). Z kolei w latach 1904–1911 rewolucjoniści z PPS dokonali trzech tysięcy zbrojnych ataków. W samym roku 1906 było ich ponad tysiąc dwieście (około trzech dziennie). Marszałek Piłsudski, premier Arciszewski, premier Sławek, premier Prystor, Kazimierz Sosnkowski wszyscy oni brali udział w zamachach, zaś prezydent Mościcki konstruował dla nich bomby.

Cień sztyletników kładł się na przyszłe pokolenia ludzi walczących o niepodległość ojczyzny. Stworzyli oni jednak swoisty mit, wzór poświęcenia i walki dla bojowców z PPS, likwidatorów AK czy akcji Zagra-linu podczas II wojny światowej. Choć trudno działania te określić jednoznacznie, a stosowane metody walki w oczach wielu budziły odrazę, to nie sposób odmówić bojownikom odwagi i entuzjazmu w walce o wolność Polski.

PS.

1. Po Bergu pozostała nazwa podwarszawskiego Rembertowa, ponieważ tę ówczesną osadę wojskową nazwano od trzeciego imienia namiestnika.

2. Autorem posągu Chrystusa w Rio de Janeiro jest Paul Landowski, syn polskiego sztyletnika Edwarda Landowskiego i bratanek Pawła Landowskiego.

3. Terroryzm [łac.] – różnie umotywowane, najczęściej ideologicznie, planowane i zorganizowane działania pojedynczych osób lub grup, podejmowane z naruszeniem istniejącego prawa w celu wymuszenia od władz państwowych i społeczeństwa określonych zachowań i świadczeń, często naruszające dobra osób postronnych; działania te są realizowane z całą bezwzględnością, za pomocą różnych środków (nacisk psychiczny, przemoc fizyczna, użycie broni i ładunków wybuchowych), w warunkach specjalnie nadanego im rozgłosu i celowo wytworzonego w społeczeństwie lęku. Istnieje ponad sto definicji tego zjawiska; kilkadziesiąt powstało w ramach prac ONZ, głównie przy próbach określenia terroryzmu międzynarodowego. Należy odróżnić, mimo wspólnego źródłosłowu, terroryzm od terroru (aktów terroru). Terror to gwałt i przemoc „silniejszych” organów państwa wobec „słabszych” obywateli, a terroryzm to gwałt i przemoc „słabszych” obywateli wobec „silniejszych” organów państwa. Akty terrorystyczne są uzasadniane różnymi ideami: politycznymi, społecznymi, narodowościowymi i religijnymi, niekiedy niewyraźnymi lub pomieszanymi, i mają również przyczynę w psychicznych anomaliach terrorystów. Sprawcy takich działań bywają zafascynowani reakcjami społeczeństwa na swoje czyny; zdesperowani i nieodpowiedzialni szukają w przemocy sposobu rozwiązania własnych problemów. Przywiązują dużą wagę do nadania swym wystąpieniom rozgłosu medialnego. (Encyklopedia PWN).

MG

  • Literatura:
  • Bojarski Piotr, Zamachowcy Piłsudskiego, „Rzeczpospolita”, nr 5 (55) z dn. 4.02.2013.
  • Dambek Zofia, Trojanowiczowa Zofia, Czarnomorska Jolanta, Kalendarz życia i twórczości Cypriana Norwida, t. II, Poznań 2007.
  • Górski Rafał, Polscy zamachowcy. Droga do wolności, Kraków 2008.
  • Hanausek Tadeusz, Wybrane zagadnienia kryminalistycznej metodyki zwalczania terroryzmu, [w:] Terroryzm, Poznań 1993.
  • Kieniewicz Stefan, Powstanie styczniowe, Warszawa 1987.
  • Kopczyński Michał, Karząca ręka tajemnego państwa, „Newsweek Polska”, nr 41/02 z dn. 6.10.2002.
  • Król Stefan, Cytadela Warszawska, Warszawa 1978.
  • Lada Wojciech, Polscy terroryści, Kraków 2014.
  • Łagowski Stanisław, Historia Warszawskiej Cytadeli, Pruszków 2001.
  • Orliński Wojciech, Polska nie istnieje, Warszawa 2015.
  • Pawłowski Albert, Terroryzm w Europie w XIX i XX w., Zielona Góra 1980.
  • Terlecki Władysław, Lament, Kraków – Wrocław 1984.
  • Polski Słownik Biograficzny, zeszyt 190, Warszawa – Kraków 2009.
  • Przyborowski Walery, Wspomnienia ułana z 1863 r., Warszawa 2013.
  • Rembek Stanisław, Ballada o wzgardliwym wisielcu oraz dwie gawędy styczniowe, Warszawa 2001.
  • Sławik Karol, Terroryzm. Próba ujęcia całościowego, [w:] Terroryzm, Poznań 1993.
  • Strzyżewska Zofia, Emanuel Szafarczyk i sztyletnicy 1862 roku, „Przegląd Historyczny”
  • 1986 t. LXXVII z. l.
  • https://archive.org/stream/berg_zapiski1000001/berg_zapiski1000001_djvu.txt z dn. 07.01.2019.
  • http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Przeglad_Historyczny/Przeglad_Historyczny-r1968-t59-n1/Przeglad_Historyczny-r1968-t59-n1-s41-66/Przeglad_Historyczny-r1968-t59-n1-s41-66.pdf z dn. 17.12.2018.