Józef Mieczysław Mączka


Urodził się 2 czerwca 1888 r. w Zaleszanach.

Zmarł 6 września 1918 r. w Paszkowskiej Stanicy.

Żołnierz, porucznik, poeta legionowy.

Był synem Franciszka Mączki, który jako kilkunastoletni chłopak wziął udział w powstaniu styczniowym. W 1907 r. zdał maturę w Rzeszowie i rozpoczął studia na Wydziale Inżynierskim Politechniki Lwowskiej.

W 1913 r. został członkiem Związku Strzeleckiego. Po wybuchu I wojny światowej w sierpniu 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich i został przydzielony do 2 Szwadronu Jazdy dowodzonego przez Zbigniewa Dunin-Wąsowicza. Mączka przeszedł cały szlak legionowy. Brał udział w kampaniach karpackich i bukowińskiej.

Po przejściu II Brygady przez front pod Rarańczą w lutym 1918 r. został internowany przez Austriaków. 28 lutego w przebraniu kolejarza uciekł z obozu, a w marcu został żołnierzem II korpusu Polskiego generała Józefa Hallera. W bitwie pod Kaniowem dostał się do niemieckiej niewoli, z której uciekł i rozpoczął pracę w Polskiej Organizacji Wojskowej obejmującej tereny Ukrainy. Zajmował się przerzutem rozbitków z Legionów Polskich na Kubań do dywizji generała Żeligowskiego.

Zmarł na cholerę 6 września 1918 r. w Paszkowskiej Stanicy koło Jekaterynodaru. Za udział w walkach Legionów i pracę w POW został odznaczony Orderem Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych i Krzyżem Niepodległości.

W 1933 r. jego prochy zostały sprowadzone do kraju i pochowane w kwaterze legionowej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Józef Mączka był także najwybitniejszym poeta legionowym. Wydał książkę Wstań, Polsko moja oraz tomik wierszy Starym szlakiem. Na Wigilię 1914 r. skomponował kolędę dla Komendy Legionów, zaczynającą się od słów:

W dzień Bożego Narodzenia

W dzień Bożego Narodzenia
Radość wszelkiego stworzenia,
Dziś w Legionach wielkie święto:
Ofensywę rozpoczęto,
Rozpoczęto.

Pan jenerał przodem jedzie,
Do ataku sam nas wiedzie,
A Zagórski robi plany,
Już trzy noce niewyspany,
Niewyspany.

Jakubowski mu pomaga,
(W sztabie wielka to powaga),
A Wyrostek i Dzwonkowski
Też niemało mają troski,
Mają troski.

Merwin, co był redaktorem,
Teraz już żołnierza wzorem:
W kąt nożyce i gazety,
Jeździ z nami na wedety,
Na wedety.

Pułkownika Wiszka głowa
Wszystkich nas tu cudem chowa:
Gdyby nie on ― już by cała
Polska głodem przymierała,
Przymierała.

Pan Krasicki ułan chwacki
Zamaszysty i junacki,
I Brzeziński rotmistrz klawy
Do szablicy i zabawy.

Durski z buzią jak panienka
Żadnej bitwy się nie lęka,
I Łepkowski chociaż młody
Rżnie do ognia jak do wody.

Już Drewnowski z drutów zwojem
Jedzie z całym swym konwojem,
Gdy tam w linii coś się psuje
On wnet wszystko podrutuje.

Migurskiego telefony
Sieją strach na wszystkie strony
A Grzybowski wszystkim znany
Wiezie list do ukochanej.

Panie Jezu, Dziecię Małe,
Dajże nam zwycięstwo, chwałę,
Niech w żołnierskiej tej kolędzie
Chwała Tobie wieczna będzie,
Wieczna będzie

Leave a Reply